Polecam Telewizję Trwam


 

Przekaz telewizyjny „na żywo” to dość subtelna sztuka. Wymaga empatii zarówno od realizatorów wizji i dźwięku, jak i od komentatorów. Może dlatego tak trudno go realizować, nawet wtedy, kiedy transmisja dotyczy zawodów sportowych, a cóż dopiero gdy dotyczy liturgii. Empatia bowiem, to ostatnio rzecz dość rzadka wśród ludzi.

Transmisje niedzielnej Mszy św. weszły na stałe do programu telewizyjnego. I bardzo dobrze, bo są potrzebne ludziom, którzy z jakichś powodów (najczęściej zdrowotnych, ale nie tylko) nie mogą przyjść do kościoła. Niektóre ekipy telewizyjne opracowały technikę przekazu takiej niedzielnej Mszy do perfekcji. Myślę tu szczególnie o krakowskiej telewizji transmitującej co niedzielę Mszę św. z Sanktuarium w Łagiewnikach. Ta transmisja może służyć niemalże za wzorzec z Sevres. Jest powtarzalnie dobra. Natomiast powtarzalnie niedobre są ogólnopolskie transmisje Mszy św. tzw. „papieskich”. Nie ze względu na realizację techniczną, ale ze względu na niemądre zachowanie komentatorów studyjnych.

Msza św., jak każda modlitwa, to dość szczególne doświadczanie wewnętrzne, które za każdym razem dokonuje się trochę inaczej. Jeśli popatrzymy na nią jako na doświadczenie (i zdarzenie), które ma za zadanie pokazać telewizja, to trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników. Na przykład to, że jest to wypadkowa oprawy liturgicznej, postawy celebransów, wiernych, czy szeroko rozumianej sytuacji zewnętrznej. Ponadto jest to wydarzenie, które sie rozwija, niemalże jak film fabularny - szczegóły są ważne. Msza św. W Brzegach podczas wizyty papieża Franciszka była świetnie przygotowana liturgicznie, byli niezwykli celebransi, wyjątkowi uczestnicy i wyjątkowa sytuacja. Liturgia bezbłędnie prowadziła wielki tłum przez tajemnice sakramentu, widać było, że jej uczestnicy zmieniają się w miarę upływu czasu. To nie była tylko radość, to była również powaga, głębia, doświadczenie szczęścia płynącego z więzi uczestników między sobą nawzajem i  głównym celebransem. Zachwycająca była zmiana twarzy uczestników w miarę rozwoju Eucharystii. Modlitwa obserwowana na twarzach szczególnie podczas Komunii była wielkim świadectwem. I mogła stać sie także udziałem ludzi przed telewizorami. Niestety wszystko zostało zgadane przez komentatorów w studio. Gadali o wszystkim: powtarzali informacje banalne, często już znane, bo podawane wcześniej. Tak jakby chcieli zagłuszyć to, co się naprawdę dzieje. I zagłuszali, bo żeby można było ich usłyszeć, pierwsza ścieżka dźwiękowa musiała zostać obniżona, co samo w sobie spowodowało przesuniecie w cień zdarzeń pokazywanych na ekranie. Doświadczenie zjednoczenia z Chrystusem po Komunii współgrające z liturgicznym śpiewem jest czymś wyjątkowym. I jest ważną częścią przekazu, nad którym mieli czuwać komentatorzy studyjni. Nie mogę zrozumieć dlaczego np. piękny starożytny tekst pieśni, który jest natchnieniem pokoleń i który w widoczny sposób wpływał na uczestników, wydał im się tak nieważny, że go ściszyli i zagadali. Cóż to za pycha pleść tak bez przerwy.

Wiedząc o tych praktykach z doświadczenia, od razu zdecydowaliśmy się oglądać transmisje w TV Trwam, gdzie takich praktyk nie ma. Od czasu do czasu przerzucaliśmy kanał na jedynkę, sprawdzając czy wciąż gadają i … wciąż gadali. Wciąż o tych samych nieważnych rzeczach. Nieważnych wobec tego co działo się w tej jednej jedynej, niepowtarzalnej chwili. Zagadali wszystko na amen.