Pobudka


Kiedy widzę jak z zakonów odchodzą ludzie, jak odchodzą ludzie z kapłaństwa i to tacy, którzy mogliby dawać duchowe wsparcie wielu, wielu ludziom, tacy, na których mógłby się wesprzeć i cały Kościół, ogarnia mnie smutek. A kiedy na dodatek słyszę od Kościoła odmowę wsparcia zarówno w sensie propagandowym jak i finansowym takich inicjatyw jak „Miesięcznik LIST”, czy „BIBLIA Krok po Kroku” (żeby mówić tylko o tym, w czym sama biorę udział), to mam wrażenie, że są to akty wymierzone w samo serce Boga.

Kiedy słyszę jak zakonnik mówi, że klasztor to przedsiębiorstwo i chwali się, jak pod jego zarządzaniem mnoży się zakonny majątek (jakie to brzemię to bogactwo!), to mam ochotę kopnąć go w kostkę i powiedzieć: „Kopnęłam zarządcę, nie księdza”.   

Zakon to nie jest przedsiębiorstwo, zakon to zakon. Kościół to nie jest przedsiębiorstwo, nie po to został założony. A LIST czy „BIBLIA Krok po Kroku” to jest nie tylko przedsiębiorstwo. Jeżeli tak dalej pójdzie i co dwa dni będzie mnie budzić rano (tak jak dziś i w piątek) wieść o kolejnym księdzu porzucającym swój stan, czy nawet wyznanie, to wiem, że wkrótce Kościół, chcąc nie chcąc, będzie musiał się oprzeć na środowiskach typu LIST. Celowo piszę: „na środowiskach”, nie na pojedynczych aktach katolickich celebrytów. Bo wiarę należy przekazywać wspólnie, wspólnie należy szukać sposobów jej przekazu. Tym przekazem nie da się zarządzać jak przysłowiową fabryką guzików, na zasadzie: zarządzisz i masz.

Tylko, że wtedy może się okazać, że tych środowisk już nie ma. I to wcale nie dlatego, że im się znudziło to, co robią, lub znaleźli inną miłość.